Przegląd podsumowujacy lalkowe blogowanie przez 14 lat.
Nie wiem co napisać, bo szczerze mówiąc mam już dość lalek i zamieszani wokół nich. To neverending story- mnóstwo pierdół, lalek, stosów mini ubrań itp.,itd...
Moje życie od początku roku zawirowało mentalnie, emocjonalnie i światopoglądowo znów o 180 stopni i nic już nie jest takie jak dawniej. Nawet lalkowe hobby już mnie nie cieszy. Jest balastem, którego nie mogę się pozbyć, bo za bardzo chciałabym jeszcze na koniec tej przygody, zrobić kilka sesji, mając do dyspozycji odpowiednie lalki i miniatury.
Zamiast jednak cieszyć się, że odhaczam kolejne pomysły, to frustruję się, że nie wychodzą tak jakbym chciała, a rzeczy pomimo oddawania większości za darmo, wcale nie ubywa. Obecnie mam zawalone z 5 pudeł po bananach lalkowymi pierdółami i czekam na wenę i kawałek wolnego kąta, żeby zrealizować ostatnie pomysły (zresztą jak przez ostatnie 14 lat lalkowej przygody).
Kiedyś jako futurystka marzyłam o urządzeniu, które mogłoby po podłączeniu do mózgu przesyłać obrazy na komputer i nie musiałabym nawet mieć żadnej lalki, żeby robić fajne sesje, bo wszystkie obrazy siedzące w moim umyśle trzeba by było tylko "'sfotografować od środka".
Teraz perspektywa transhumanizmu i rozwoju AI mnie tak bardzo przeraża, że traktuję już "Terminatora" jako film biograficzny! Nie mam najmniejszej wątpliwości, że technicznie zmierzamy w stronę upadku ludzkości. Pomimo pozornego dobrodziejstwa sztucznej inteligencji, która jest pomocna, gdy choćby szukasz identyfikacji konkretnej rzeczy w internecie (choć tu pomyłki są na porządku dziennym) lub chcesz zrobić filmik ze swoimi wymyślonymi bohaterami (a nie masz aktorów czy odpowiednich lalek) lub zdjęcie do książki, gdy nie masz studia fotograficznego czy dobrej scenerii, to jednak zagrożenia płynące ze stworzenia sztucznego mózgu zdolnego uznać nas ludzi za zagrożenie dla świata, jest poważne (przed czym ostrzegają sami zaangażowani w jej powstanie). Pomimo, że niektóre modele AI są na tyle słabe, i jedyne co potrafią to robić gigantyczne pomyłki, to jednak nie zapominajmy o tych, które już typują cele wojenne i pochłaniają tony skanowanych książek (które są potem niszczone!) by moc manipulować ich zawartością wobec nieświadomego użytkownika internetu.
Czasem gdy prompt jest prosty to AI mogłoby mnie wyręczyć w sesjach lalkowych.
A czasem powstają cholerne gnioty, zwłaszcza gdy usiłuje przerobić twoje oryginalne zdjęcie i mu nie wychodzi. W takich chwilach myślisz, że jednak posiadanie niekończącej się ilości lakowych pierdół, jest jednak niezbędne do przedstawienia twojej koncepcji.
Kiedyś mówiłam sobie, że jeśli nikt ze współczesnych ludzi nie czyta mojego bloga, to przynajmniej zostanie dla potomnych w pamięci AI i możne za 100-200 lat, ktoś nawet odkryje, że istniała taka dziwna dusza jak moja, mająca takie a nie inne zainteresowania. Że to będzie taka kapsuła czasu dla potomnych. Dziś mnie przeraża, że Sztuczna Inteligencja tyle o nas wie!
Wiem, że technokraci ingerują coraz bardziej w naszą wolność i nie mam najmniejszej wątpliwości, że kiedyś i ten blog zniknie zamknięty przez durne przepisy, do których nie będę chciała się dostosować, oddając resztki mojej wolności i ostatnich niedostępnych danych. Może też zniknąć przez chciwość big techów, chcących nie tylko wiedzieć o nas wszystko, ale też kazać nam płacić za udostępnianie tych przymusowych informacji. Już teraz można płacić za zwiększenie ilości miejsca na poczcie. To samo niedługo czeka blogi (podobno max można mieć 500 stron bloga, więc chyba jeszcze połowa przed mną, ale kto wie, kiedy i co się komu odwidzi!?)
Kto się nie orientuje w temacie niech poczyta jakikolwiek regulamin korzystania z "internetów" choćby usług Google (jak przebrnie przez tonę stron!). Niech zobaczy, co technokraci mówią o przyszłości ludzkości i dystopii, którą zamierzają nam zgotować!
Powoli godzę się z myślą, że świat wirtualny, w którym poruszałam się przez ostatnie lata, publikując swoje myśli, zabawy i kolekcje, zniknie jak za wyłączeniem wtyczki raczej niż dotykiem czarodziejskiej różdżki. Powoli się z tym godzę. Godzę się z tym, że moje treści bezpowrotnie kiedyś (może niedługo?) znikną z internetu i już nikt nie zobaczy, co mnie cieszyło na tym ziemskim łez padole.










